Miesięczne archiwum: Marzec 2011

Unemployment in Poland

Having a little knowledge about unemployment, especially in the country that we are going to work,  is useful for each of us. Sooner or later, we will have to think about it while looking for a job or changing it. When unemployment is low we have more chances to catch a good job, when not it is success when we catch any.

Unemployment is one of the most important economic and social problem in Poland because  in recent years, the unemployment rate has been steadily rising. During communism the official unemployment level was less than 1%, but some economists estimated that the hidden unemployment in state-ruled companies was about 50%. That mean that typically two people were doing a job which could be done by one person. Because of political and economic transformation (from a centrally planned economic model, to a free market system) after 1989 unemployment start to rising rapidly. In 1990 it was 6.1% and in 2002 already 20% (the highest unemployment rate historically). This unfavourable trend was reversed in 2004. The largest drop in unemployment, however, has been taking place since 2006, when the unemployment rate declined below 15%, reaching 9,5% in 2008 ( the lowest unemployment rate). This was due to the economic upward trend which produced more job offers and more active people. Because of financial crisis, in 2009, the unemployment rate increased to nearly 12% and to 12,8 in 2010.

According to the newest statistics Poland’s registered unemployment rate rose to 13.2 percent in February from 13 percent the previous month. Unfortunately,  is also higher than year ago. Labour Minister Jolanta Fedak thinks that the numbers are not too disturbing, however. She said that „The rise in unemployment is seasonal. It’s difficult to judge now [if the trend will remain]. We need to wait until the spring to find out,” She also predict lower unemployment rate at the end of this year but everything will depend on Poland’s economic growth in 2011. As you can see in the chart seasonal unemployment is characteristic feature in polish unemployment. It is connected with fluctuations of the weather and seasons. For example, in winter there is a high unemployment especially in tourist industry, building industry or agriculture.

Unemployment in Poland is characterised  by:

  • Geographical differentiation:  A strong differentiation is observed in the unemployment rates for various parts of Poland, with the highest unemployment rate for a single region standing at more than twice the figure of the lowest. e.g. in the Warmińsko – Mazurskie voivodeship the unemployment rate in February 2011 was 21, 5 while in the voivodeship Mazowieckie – 10%. The highest unemployment rates are primarily seen in regions dominated by the agriculture, mining and manufacturing industries.

    Unemployment rate by voivodships (at the end of February 2011).

  • Selectivity: Polish unemployment is, first of all, is a problem of young people (below 35 years of age). According to Eurostat data 24,9% among unemployed people are young. It is because young people have often no experience on the job market, their qualifications are  incompatible with employers demandings and they are not flexible enough. Difficulties with finding a job are also experienced by women and people over 50 years. People of this last group spent at least half of their life under the communist system so they are not well adjusted to the capitalist system. They are unwilling or they do not have a chance to re-educate and move from their home to the areas where more jobs are available.

    Unemployment among young people in Europe

  • Period of unemployment: unemployment in Poland tends to be of a structural or long-term nature. As we can see in the chart there are 34% of unemployed who cannot find a job above 12 months. This in turn has an impact on the health and well being of large segments of society.

The forecasts predict that joblessness in Poland will stand at 9.9 per cent by the end of 2011, before steadily declining to 8.6 per cent by the end of 2012 and to 7,3 at the end of 2013.

Forecasts

Despite economic growth during last 20 years and a large emigration of job seekers, unemployment in Poland has remained at some of the highest levels in Europe. This points to ‘structural’ unemployment resulting from imbalances in the labour market. The following characteristics in particular have been decisive in causing this:

  • Antiquated labour laws biased against employers
  • Significant bureaucracy and legal difficulties when hiring and firing providing a temporary solution to employers that avoids taxes and gives them more flexibility to hire and fire prevents the development of a normal healthy labour market, which protects the rights of employer and employee during a productive career. Such techniques also discourages employers from hiring.
  • Large wage taxes and expensive social security benefits (ZUS) – employers often avoid the expensive levels of social security costs and taxes associated with hiring an employee on a permanent contract and hire workers on a long-term contract or short-term temporary contract
  • Influential trade unions preventing change – Trade Unions  have maintained strong political influence and have acted to prevent modernisation of the labour system. Protecting the interests and benefits of their members in the mining, manufacturing and public sectors, has in turn prevented the possibility of a more flexible labour system in the wider economy, which has affected developing industries.
  • Vocational activation programmes suffering from shortage of public funding – the government have to give more money for them

Poland’s economic achievements over the past 2 decades should be celebrated. However the danger is that using these achievements to justify and sustain an inflexible, antiquated labour system may prevent  long term growth, discourage entrepreneurship and result in high levels of structural unemployment in Poland for years to come. I hope that the government will fight with unemployment more effective than now and interpose essential reforms.

Reforma OFE – mój komentarz

O co chodzi z OFE?

Ministerstwo Finansów zamieściło na YouTube filmik, który ma rozjaśnić wszelkie wątpliwości Polaków związane z reformą w systemie emerytalnym. Jest tak, zrobiony, aby naprawdę każdy zrozumiał rządowe plany w tej kwestii.

W związku z powyższym, pozwolę sobie zamieścić jedynie moją krótką opinię dotyczącą reformy Otwartych Funduszy Emerytalnych, przyłączając się tym samym do debaty która rozgorzała ostatnio w mediach i w domach Polaków.  Nie jestem ani zwolenniczką ani przeciwniczką tego pomysłu. Mam do niego stosunek neutralny ponieważ dostrzegam zarówno wady jak i zalety proponowanych zmian.

Główną zaletą jest to, iż te reformy pozwolą na znaczne oszczędności (wg. pomysłodawców ponad 19 miliardów złotych w 2012r).  Dług publiczny Polski w 2010r. ledwo nie przekroczył 55% PKB. Rząd zdaje więc sobie sprawę, że musi zmniejszyć wydatki lub sięgnąć do kieszeni podatników. Najszybszą i najbardziej korzystną (nie uderzającą bezpośrednio w portfele Polaków, nie wywołującą specjalnych protestów i zapewniającą duże oszczędności) reformą okazały się właśnie zmiany w OFE. Dzięki tym oszczędnościom być może rząd poprzestał w tym roku na jednoprocentowym wzroście VATu, nie narażając się za bardzo wyborcom.  Dużym plusem reformy jest też zachęta do dodatkowego oszczędzania na emerytury (tzw. III filar). Od 2012 r. 4% wpłaty na indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego będzie można odpisać od podstawy opodatkowania. Jakąś zaletą jest też to, że jeżeli prognozy twórców reformy się sprawdzą (utrzymanie PKB Polski na obecnym lub wyższym poziomie) może uda się nieznacznie zwiększyć wielkość emerytur. Specjalne, nowe konto w ZUS, gdzie trafią pieniądze dotychczas przekazywane do OFE będzie bowiem indeksowane wzrostem PKB i inflacji.

A teraz wady. Reforma OFE może spowodować zmniejszenie emerytur (jeżeli PKB i inflacja będą niskie). Ponadto od pojawienia się pomysłu na zmiany dług publiczny Polski wzrósł z ok. 670 mld zł do prawie 780 mld zł, co pokazuje, że emerytalna ulga dla budżetu nie rozwiąże problemów polskich finansów.  Wkrótce i tak trzeba będzie znaleźć większe oszczędności lub zwiększyć dochody państwa (podatki). Na potrzebę gruntownych reform  zwracają nam nawet uwagę nawet międzynarodowe media. Katastrofalnego stanu naszych finansów nie da się ukryć, a mogą one np. zrażać zagranicznych inwestorów do inwestowania w Polsce czy obniżać wartość i popyt na  rządowe papiery wartościowe.  Ponadto zapieramy się reformy emerytalnej z 1999r, która była uznawana dotąd za jeden z sukcesów polskich przemian, za którą chwalono nas na arenie międzynarodowej. Udajemy, że dokonaliśmy małej poprawki – ale chyba nikt nie uwierzy, że jest nieznaczna i przynosi same korzyści.

Geniuszy od oszczędności w naszym rządzie nie ma, a szkoda. Może uważają się za takowych ci, którzy stworzyli reformę OFE. Dla ich przyjemności mogę ich tak nazwać, jeżeli reforma OFE nie przyniesie szkód a wniesie same korzyści, które tak zachwala rząd. Przewiduje się, że jeżeli wielkość urodzeń dzieci się nie zwiększy to przy obecnym systemie emerytalnym może zabraknąć pieniędzy dla dzisiejszych dwudziestolatków. Najlepszą wskazówką dla przyszłych emerytów są słowa ministra finansów z ostatniej debaty nad reformą OFE: „Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jak przyszłość będzie wyglądała”. Może więc warto skorzystać z III filaru, tak na wszelki wypadek…

Wzrost płacy = więcej pracy?

Na podwyżkę zarobków chyba każdy z nas reaguje pozytywnie. Co innego, jeżeli chodzi o  zwiększenie czasu pracy – z narzucenia nowych obowiązków nikt się raczej nie cieszy. No chyba, że narzuci je sobie sam. Okazuje się, że jest wśród nas wielu ludzi, którzy dobrowolnie chcą więcej pracować. I nie myślę w tym miejscu o pracoholikach. To, ile czasu chcemy spędzać w pracy  zależy od wielu czynników np. od wielkości naszej konsumpcji czy standardu życia, jakim się zadowalamy.

Więc wiemy już, chociaż to wydaje się niewiarygodne, że czasami ludzie wolą więcej pracować niż odpoczywać. Jak takie osoby zareagują na wzrost ich płacy? Jeżeli mają taką możliwość zadecydują o zwiększeniu ich czasu pracy. Większa pensja oznacza bowiem wzrost nagrody za każdą przepracowaną godzinę, co zachęca ich do wypracowania nadgodzin. Więc nie dość, że za każdą jednostkę pracy dostają więcej pieniędzy to mają świadomość wysokiego kosztu alternatywnego związanego z czasem wolnym. Jest on po prostu względnie „drogi” w momencie, kiedy zarabiamy więcej. I są wśród nas tacy, którzy z taką stratą nie mogą się pogodzić perspektywa większych zarobków jest dla nich nieodpartą pokusą. Kto należy do tej grupy pracowników? Często mężczyźni, którzy utrzymują samodzielnie rodzinę, osoby młode, „na dorobku”, które chcą się usamodzielnić. Wzrost ilości pracy w wyniku wzrostu płacy ekonomia nazywa efektem substytucyjnym (substytut=zamiennik).

Dla innych z kolei ludzi większa płaca oznacza mniejszą konieczność pracy bo przecież zarabiają więcej. Mają oni potrzebę zwiększenia konsumpcji a więc i ilości czasu wolnego. W wyniku tego, jeżeli mogą, pracują mniej. Do tej grupy należą np. kobiety, które mają małe dzieci i wolny czas jest dla nich bardzo wartościowy. Taki efekt wzrostu płacy ekonomia nazywa efektem dochodowym.

W skali gospodarki ekonomia zakłada, że gdy rosną zarobki przeważa efekt substytucyjny i rośnie podaż pracy, czyli zapotrzebowanie na pracę, jakie określają gospodarstwa domowe.

Mikro wiedza o cenach

Czy producenci i sprzedawcy dóbr nakładają na swoje towary ceny, które przypadkiem wymyślą biorąc poranny prysznic?
Zdecydowanie nie.
To w takim razie ustalają maksymalnie wysokie ceny, żeby zarobić jak najwięcej.
Większość z nich raczej nie może sobie na to pozwolić.

Przede wszystkim to my, konsumenci,  a dokładniej to,  ile wydajemy na zakup poszczególnych towarów,  powinno wywierać presję na wielkość cen. Oczywiście, najlepiej dla nabywców byłoby aby były one jak najniższe. Generalnie większość z nas stara się wydać jak najmniej,  zwłaszcza na produkty codziennego użytku i w tym tkwi siła grupy jaką są konsumenci.  Są oczywiście też tacy, którzy skłonni są zapłacić więcej niż kosztuje dany produkt.  W Chinach to zjawisko powszechne, że businessmani chcą płacić za produkty, przede wszystkim prezenty dla kontrahentów, więcej, niż wynosi ich realna cena. Po prostu wierzą oni, że im więcej zapłacą tym lepiej dla ich interesu,  który wzmacniają  kosztownymi prezentami dla swoich klientów i partnerów. Ale to tak na marginesie.

Wydatek całkowity wszystkich konsumentów na zakup danego dobra jest jednocześnie  przychodem ze sprzedaży producentów czy też sprzedawców produktów. I z tym stwierdzeniem każdy chyba się zgodzi. Dla uściślenia dodam, że ten wydatek całkowity to iloczyn ceny danego dobra i ilości, którą konsumenci kupią w danym czasie (czyli wydatek = P x X).

Jeżeli cena dobra rośnie to wydatek całkowity(a więc i przychód sprzedawców) może:

  • maleć
  • rosnąć
  • nie zmieniać się.

Z pierwszej zależności często korzystają właściciele hipermarketów, czy innych dużych sklepów. Zdają sobie oni sprawę, że jeżeli ceny będą wysokie wielkość popytu na produkty będzie niska. To oznacza, że w takim wypadku ich przychody również będą niskie. Stąd też charakterystycznie niższe ceny w marketach i intensywne kampanie reklamowe, mające zachęcić konsumentów do duużych zakupów (przecież jest tak tanio!) a marketom zapewnić duuże przychody i popularność. W związku z powyższym owszem, warto robić zakupy w tego rodzaju sklepach ale uwaga – zaoszczędzimy tylko wtedy, jeżeli będziemy kupować to, co naprawdę potrzebujemy.

Drugą zależność  bezwzględnie wykorzystują sprzedawcy tych dóbr i usług, z których ciężko nam zrezygnować np.  transport zbiorowy. Wiadomo, że jest tańszy od transportu indywidualnego własnym samochodem (koszty utrzymania, benzyna) a wygodniejszy i szybszy niż poruszanie się rowerem czy pieszo. W związku z tym wielkość popytu na bilety autobusowe spadnie w bardzo niewielkim stopniu jeżeli wzrośnie ich cena. Przychód komunikacji autobusowej wzrośnie bo nawet jeżeli kupi je trochę mniej podróżnych to i tak zapłacą więcej więc suma summarum ich wydatek całkowity na zakup biletów się zwiększy.

Czasami bywa też i tak, że niezależnie czy cena dobra rośnie czy maleje wydatek całkowity konsumentów na jego zakup  się nie zmienia, a przychód producentów jest maksymalny. Do tej grupy nalezą te dobra, które musimy kupić aby funkcjonować na co dzień  np. insulina dla alergików.

Wszystkie powyższe zależności wynikają z elastyczności cenowej popytu, które to zagadnienia szczegółowo opisuje mikroekonomia, tak ułatwiając ustalanie cen dóbr producentom i sprzedawcom. Ta elastyczność, jak wynika z powyższych rozważań to po prostu reakcja konsumentów na zmianę ceny danego dobra. Oprócz cenowej mamy też elastyczność dochodową i krzyżową ale o nich może innym razem…

Poland in the Europe – just for fun!

See what the Europe think about our international relations:
Emoticon diplomacy ;)

A właściwie po co mi ekonomia?

Wyboru ekonomicznego dokonujesz codziennie, niezależnie od tego, kim jesteś i czym się zajmujesz. Każdego dnia życie stawia przed Tobą, jak i przede mną, każdym właściwie człowiekiem, wiele znaków zapytania. Możliwości zazwyczaj jest kilka a można wybrać tylko jedną z dostępnych opcji, mimo, iż inne wydają nam się podobnie wartościowe.

Z czego to wynika? Nawet nasze babcie, które z ekonomią najprawdopodobniej niewiele mają wspólnego, często powtarzają, że w życiu nie można mieć wszystkiego. I ileż w tym racji! Zasoby są najczęściej ograniczone a nasze potrzeby – wręcz przeciwnie. Nie dane jest,w związku z tym, byśmy kiedykolwiek mogli je wszystkie zaspokoić. Zawsze ponosimy pewien koszt alternatywny (koszt utraconych możliwości). Jeżeli mamy kilka opcji do wyboru związanych np. ze spędzeniem przez nas wolnego czasu, każdej z nich, w zależności od naszych preferencji, nadamy inną wartość. Dla mnie czytanie książki lub codziennej prasy ma największą wartość, zaraz po tym piesze wycieczki, film w kinie i dyskoteka. Jeżeli wybiorę więc czytanie książki, to moim kosztem alternatywnym będzie piesza wycieczka, najbardziej preferowana przeze mnie alternatywa spośród wszystkich, jakie miałam do wyboru. Jeszcze raz zwracam w tym miejscu Twoją uwagę Czytelniku, że Twoim kosztem alternatywnym może być zupełnie co innego, bo możesz mieć inne potrzeby, zainteresowania, niż ja.

Czy wszystkie zasoby są rzadkie, niewystarczające? Tak, z wyjątkiem tych, z których każdy korzystać bez ograniczeń np. lasy, rzeki, jeziora, parki. Chociaż i tu, niestety, stopniowo pojawiają się ograniczenia – można przecież mieć dzisiaj las czy jezioro na własność a więc ograniczyć dostęp do tych zasobów wszystkim zainteresowanym…  Dóbr wolnych jest więc w skali gospodarki niewiele.

W tym miejscu, drogi Czytelniku, chciałabym odpowiedzieć na pytanie po co każdemu z nas przydałaby się podstawowa, praktyczna znajomość zagadnień ekonomicznych. Ekonomia to nauka o tym, jak radzić sobie z rzadkością, z ograniczonością dostępnych zasobów. Jak dokonywać właściwych, najbardziej ekonomicznych(opłacalnych) decyzji.

Na łamach tego bloga będę poruszała zagadnienia praktyczne i ciekawe. Tak, aby każdy znalazł tu coś dla siebie, co pomoże mu w codziennym życiu.

Do ekonomistów ‚z krwi i kości’ kieruję prośbę o wyrozumiałość dla adeptki tej nauki. Moje posty przeznaczone są bowiem głównie dla tych, którzy nie powiązali swojego życia z tą nauką a pragną stać się racjonalnymi wyborcami i zrozumieć o co właściwie chodzi w tej gospodarce :)