Miesięczne archiwum: Sierpień 2011

Studencie, zarabiaj pewnie na giełdzie! – oferty prywatyzacyjne Ministerstwa Skarbu

Nie przez przypadek kieruję poniższy artykuł do młodych ludzi. To oni są bowiem najczęściej graczami na Giełdzie Papierów Wartościowych i tworzą dużą grupę inwestorów indywidualnych. Granie na giełdzie generalnie wiąże się dużym ryzykiem, ale młodzi chcą zarobić szybko i nie boją się wyzwań. Wiedzą, że mogą dużo zyskać, ale i stracić w szybkim tempie. Dla tych, którzy właśnie stawiają pierwsze kroki na giełdzie mam cenną radę: zakup akcji przed ich wejściem na giełdę (tzw. IPO, oferta pierwotna, świeża emisja) jest zwykle bezpieczniejszy niż inwestowanie w spółki już notowane na parkiecie. Najlepiej, jeżeli będą to akcje spółek państwowych, o których ofertach prywatyzacyjnych co jakiś czas informuje Minister Skarbu.

Akcje od Ministra Skarbu to towar bardzo pożądany. Dlaczego? Niezależnie od kondycji przedsiębiorstw państwowych inwestorzy darzą je dużym zaufaniem, doceniając fakt, że gwarantem ich istnienia i funkcjonowania jest państwo. Bardzo duże zainteresowanie zakupem akcji w ofercie pierwotnej, czyli jeszcze przed ich wejściem na giełdę, sprawia, że istnieje niewielkie prawdopodobieństwo i  w praktyce rzadko się zdarza, by takie akcje przy debiucie osiągnęły na giełdzie niższą cenę niż zapłacili inwestorzy w ofercie pierwotnej, dokonując zakupu akcji bezpośrednio u emitenta, najczęściej za pośrednictwem biur maklerskich.

Jakie zyski można osiągnąć? Bardzo różne. I tutaj przydaje się wnikliwa ocena kondycji spółki i obserwacja koniunktury na rynku pierwotnym. Spójrzmy na obecną sytuację. Całkiem niedawno miały miejsce oferty pierwotne banku BGŻ oraz Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Zarobki inwestorów na obu ofertach były niskie, głównie ze względu na ich słabe zainteresowanie. W przypadku BGŻ mały popyt nie był specjalnie zadziwiający – to bank mało popularny, uznawany za słaby i skierowany głownie do sektora rolniczego, a ponadto ceny akcji przy debiucie były niespodziewanie wysokie (90zł). Słabe zainteresowanie inwestorów spowodowało, że trzeba było cenę obniżyć do zaledwie 60 zł, a oferowany pakiet akcji do sprzedaży obniżono do 12%. Ostateczniew dniu debiutu akcje banku przyniosły niskie 2,1%. zysku. W przypadku JSW sytuacja przedstawiała się podobnie – cenę akcji trzeba było niespodziewanie obniżyć, chociaż została uznana za atrakcyjną, ze względu na małe zainteresowanie.  Spółka jest uznawana w szerokich kręgach za perspektywiczną, ale źle zarządzaną (zbyt szerokie przywileje pracownicze). Mimo to analitycy przewidywali niezły wzrost cen akcji po debiucie od 5 do niemal 10 procent, co okazało się zdecydowanie zbyt optymistyczne bowiem walory kopalni osiągnęły kurs równy cenie emisyjnej.

Gorsza koniunktura na rynku pierwotnym zmusza zmusza emitentów do obniżania cen oferowanych akcji. Pomimo zmniejszonego zainteresowania „pierwotniakami” inwestorów wciąż można zarobić, ale przyda się inna niż za dobrej koniunktury strategia. Wydaje się, że warto obecnie nie sprzedawać akcji zaraz po debiucie, a je przetrzymać, licząc na większy zysk. W tej niepewnej sytuacji rynkowej odbywać się będą planowane przez skarb państwa kolejne oferty publiczne. Około grudnia ma zostać przeprowadzona publiczna oferta akcji PKO. Prawdopodobnie dopiero na początku 2012 roku resort zaoferuje papiery Polskiego Holdingu Nieruchomości, którego oferta pierwotna miała pojawić się jeszcze w tym roku.

Zródło: Money.pl na podstawie danych GPW

Jak ominąć podatek Belki – polisy lokacyjne

Kolejnym produktem, pozwalającym na oszczędzanie bez podatku, jest poliso – lokata. Po zmianach w przepisach prawnych dotyczących lokat od stycznia 2012r. będzie to jedyny produkt na rynku pozwalający na uniknięcie podatku od odsetek.

Poliso – lokaty to tak naprawdę zwykłe lokaty, oferowane przez banki, mające jednak formę prawną ubezpieczenia.  Gwarantują wypłatę wpłaconej kwoty na ubezpieczenie (np. na życie),  powiększonej o odsetki, nazywane często odszkodowaniem,  po określonym czasie. Ta wypłata jest świadczeniem ubezpieczeniowym, które w myśl przepisów nie jest opodatkowane. Te produkty pozwalają więc uniknąć podatku, ale na innej podstawie niż lokaty jednodniowe (z dzienną kapitalizacją).

Dopóki nie zmienią się przepisy, czyli do końca tego roku, lokaty z dzienną kapitalizacją pozostaną niekwestionowanym liderem na rynku produktów finansowych. Jednak później, według prognoz wielu ekonomistów, to poliso – lokaty staną się najkorzystniejsze.

Zaletą poliso – lokat, oprócz możliwości ominięcia podatku, jest to, że jeśli chcemy ulokować większą kwotę, to nie musimy otwierać kilku takich produktów. Niezależnie od wysokości ulokowanej kwoty podatek i tak nie zostanie naliczony.

Polisy lokacyjne mają jednak również wady. Po pierwsze ofert jest niewiele i dominują średnio i długoterminowe. Po drugie mniej korzystny jest system gwarancji. Lokaty są bowiem objęte Bankowym Funduszem Gwarancyjnym. W przypadku upadłości banku zapewnia on zwrot 100% środków pod warunkiem, że nie przekraczają one 100 tys. euro. Tymczasem poliso-lokaty są objęte Ubezpieczeniowym Funduszem Gwarancyjnym, który w przypadku upadłości ubezpieczyciela zwróci tylko 50% i nie więcej niż 30 tys. euro. Bardzo często istnieje też kara za zerwanie umowy z bankiem. Jest to najczęściej ujemna stopa zwrotu (możemy więc otrzymać mniej pieniędzy, niż wpłaciliśmy). Przy zwykłych lokatach kara to najczęściej „tylko” zmniejszenie oprocentowania.

Jak ominąć podatek Belki – lokaty z dzienną kapitalizacją odsetek

Od 2001r. został wprowadzony tak zwany podatek Belki, czyli podatek od oszczędności. Obecnie wynosi on 19% i jest naliczany od wszystkich pieniędzy, które zarobimy na lokatach bankowych, funduszach inwestycyjnych czy obligacjach, lokując w nie nasze oszczędności. Warto jednak wiedzieć, że podatek Belki da się legalnie obejść – jednym ze sposobów jest zastąpienie tradycyjnej lokaty bankowej lokatą z dzienną kapitalizacją odsetek, tak zwaną lokatą antypodatkową.

Zacznijmy od przypomnienia, że na lokacie zarobimy realne pieniądze tylko i wyłącznie wtedy, gdy jej oprocentowanie będzie wyższe przynajmniej o 20% od aktualnej stopy inflacji. W tej chwili poziom inflacji w Polsce jest, na niekorzyść inwestorów, wysoki (około 5%). Jednakże Narodowy Bank Polski zapowiada, że niedługo sytuacja zacznie się poprawiać i inflacja w najbliższym czasie wróci do poziomu 1,5-3,5%. Gdyby tak się jednak nie stało banki zostaną zmuszone do podwyższenia oprocentowania lokat, aby nie straciły one na atrakcyjności wśród inwestorów, a tym samym nie pozbawiły banków najcenniejszego dopływu gotówki.

Dzienna kapitalizacja odsetek opiera się na mechanizmie zaokrąglania podatku. Jeśli jednorazowo (w ciągu dnia) odsetki nie przekroczą 2,49 zł, nie trzeba odprowadzać podatku Belki. Oczywiście lokaty dzienne mogą być odnawialne – wtedy i tak zyski nie podlegają opodatkowaniu, np. przy kwocie 10.000zł i oprocentowaniu 3% dziennie nie zapłacimy podatku, nawet, jeżeli założymy lokatę odnawialną codziennie na okres pół roku.

Niestety, od nowego roku 2012 obowiązywać zacznie nowa ordynacja podatkowa, która zlikwiduje korzystne dla inwestorów i banków luki prawne w podatku Belki.  Nie będzie już możliwości tworzenia lokat z dzienną kapitalizacją, godzinowych lub innych pozwalających ominąć zapłacenie podatku. Wszystkie zyski z tych lokat zostaną opodatkowane. Do tego czasu jednak lokata z dzienną kapitalizacją wydaje się być lepszą inwestycją niż lokata tradycyjna, chociaż wszystko zależy od naszych indywidualnych preferencji. Lokata taka będzie opłacać się bowiem tylko wtedy, jeżeli potrzebujemy zainwestować środki krótkoterminowo tzn. do końca tego roku, do póki nie obowiązuje nowa ordynacja podatkowa. W przypadku inwestycji długoterminowych tzn. powyżej 5 miesięcy lepiej wybrać lokatę tradycyjną.

Lokaty z dzienna kapitalizacją odsetek żródło: DGP

Polska a strefa Euro

Kiedy w 2004r. Polska weszła do Unii Europejskiej przyjęcie wspólnej waluty w naszym kraju wydawało się być w zasięgu ręki. Okazuje się jednak, że nie tak łatwo jest spełnić kryteria zbieżności gospodarczej traktatu z Maastricht, których osiągnięcie jest konieczne by wejść do strefy Euro.  Nie tylko dla Polski to zadanie okazało się trudne – spośród 10 państw które weszły z nami do UE 4  nie przyjęły jeszcze Euro (Litwa, Łotwa, Rumunia, Węgry).  Czy będziemy ostatnim krajem, spośród tych, które weszły do UE w 2004r, który przyjmie Euro? Niestety, wiele na to wskazuje. Kryteria zbieżności (konwergencji) traktatu z Maastricht, które musimy spełnić przed przyjęciem Euro w Polsce są następujące:

  1. Inflacja – stopa inflacji, czyli wskaźnika wzrostu cen konsumpcyjnych, w naszym kraju musi być zbliżona do stóp 3 krajów członkowskich, które mają najlepsze rezultaty w dziedzinie stabilności cen (najniższą inflację); przekroczenie nie może być większe niż 1,5%; Rada Polityki Pieniężnej, której zadaniem jest przede wszystkim dbanie o stabilność polskiego pieniądza, jest w stanie sprostać temu wyzwaniu – stara się, by była ona jak najbardziej zbliżona do wystarczającego poziomu 2,5 procent (obecnie inflacja w Polsce wynosi 4%, ale według prognoz ekonomistów w najbliższym czasie ta sytuacja powinna się unormować).
  2. Deficyt budżetowy – musi wynosić maksymalnie 3% naszego PKB; dopuszczalne są niewielkie odchylenia przy tendencji spadkowej; Polska objęta jest obecnie unijną procedurą nadmiernego deficytu ze względu na deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych powyżej 3% PKB (deficyt w 2010 szacowany jest na 7,9% PKB); to jeden z najtrudniejszych dla Polski kryteriów do spełnienia ze względu na wysokie odchylenie od wymaganej wysokości deficytu i brak restrykcyjnych reform i oszczędności ze strony rządu
  3. Dług publiczny musi wynosić maksymalnie 60% PKB; są możliwe odchylenia przy tendencji spadkowej; nasz dług wynosi obecnie 55,5% PKB więc mieścimy się w normie (nasza norma konstytucyjna to również 60%PKB)
  4. Długoterminowa stopa procentowa – jest ona liczona na bazie 10-letnich obligacji państwowych; powinna być zbliżona do 3 najlepszych krajów członkowskich wg kryteriów inflacji; przekroczenie jest dopuszczalne i wynosi do 2%; ta stopa wynosi obecnie 5,8% i jest o 0,6 pkt. proc. wyższa od wartości referencyjnej
  5. Stabilny kurs wymiany waluty w ciągu ostatnich 2 lat – wahania kursów walut nie mogą przekroczyć +/-15% do ustalonej początkowo wartości (nasza waluta musi uczestniczyć w mechanizmie kursowym ERM2 w ramach powyższego przedziału wahań przez minimum 2 lata bez dokonania dewaluacji – będziemy gotowi wejść do ERM2 około roku 2012)
  6. Członkostwo w Unii Europejskiej  – kryterium spełnione od 2004r.
Trudno przewidzieć, kiedy Polska przystąpi do strefy euro. Wstępnie podaje się często rok 2014 ze względu na kryteria (zaznaczone na czerwono), z których spełnieniem mamy problem.
Obecnie większość Polaków jest przeciwna wprowadzeniu euro. Często bywa, że opinia na temat euro wynika z przykładów sytuacji w innych krajach po wprowadzeniu wspólnej waluty (np. Grecja). Najczęstszymi obawami Polaków co do euro są podwyżki spowodowane możliwym zawyżaniem cen (np. zaokrąglanie cen w górę), osłabienie suwerenności Polski poprzez utratę możliwości prowadzenia polityki monetarnej przez bank centralny oraz koszty zmiany waluty (np. konieczność wymiany drogich kas fiskalnych we wszystkich sklepach). Trzeba jednak pamiętać, że podwyżki w Polsce będą mniejsze niż w innych krajach, które przyjęły euro – jesteśmy wciąż niezamożnym społeczeństwem więc spowodowałyby one spadek popytu, a tym samym zmniejszenie zysków sprzedawców w długim okresie. Ponadto NBP gwarantuje restrykcyjną kontrolę cen – m.in. zostanie wprowadzony obowiązek podawania dwóch cen przy metkach w pierwszych miesiącach od wprowadzenia euro.
Warto też pamiętać o wielu zaletach, które przyniesie nam wspólna waluta. To nie tylko ułatwienie dla turystów i handlowców (brak konieczności wymiany waluty), ale też zlikwidowanie olbrzymich kosztów przewalutowania (wymiany waluty w kantorach) w skali całego kraju. Brak ryzyka walutowego to również kolejna korzyść – już nie będzie możliwe stracić na zmianie kursu walutowego, co jest pozytywną wiadomością zwłaszcza dla przedsiębiorców.
Nie bójmy się euro! Warto wziąć pod uwagę wszystkie zalety i wady zmiany waluty, a nie oceniać jedynie z perspektywy nielicznych krajów, w których euro spowodowało koszty. Bo euro to przede wszystkim korzyści – dla każdego. Warto jeszcze pamiętać, że złoty obowiązywał w Polsce jedynie około 30lat – nie powinniśmy być więc do naszej waluty szczególnie przywiązani, a tym bardziej postrzegać wymianę jako zamach na naszą suwerenność. Ja w referendum nad wprowadzeniem euro w Polsce zagłosuję na „tak” – i zachęcam do przemyślanej decyzji innych.